niedziela, 11 grudnia 2016

Kino, blog i światła

Będzie wstęp. Trochę długi. Daję Ci możliwość wyboru, Czytelniku. Jeśli chcesz poczytać coś w temacie przejdź do tego dużego nagłówka poniżej!
"Ile może konać program?!" ten zabawny, wyrwany z kontekstu tekst możemy usłyszeć w jednym z najsympatyczniejszych filmów, jakie dotąd widziałam. Mowa o "Morning Glory", czy też jak przetłumaczono pięknie na język polski "Dzień Dobry TV". Ot taka sobie, luźna komedia z Rachel McAdams, z którą filmy uwielbiam. :)


Dlaczego w ogóle o tym wspominam? Tak mi się zabawnie skojarzyło z moim małym dzieciątkiem, z moim blogiem, do którego już miliard razy próbowałam powracać. Najwyraźniej jest uparty po mamusi i nie chce odchodzić w zapomnienie internetu. Jak ktoś mądry rzekł, mój blog to trochę taki blog widmo.

Chciałam jednak napisać dziś o paru rzeczach. No dobra, filmach. Porwało mnie. Na studiach uczą mnie jak ładnie pisać, więc zamierzam sobie trochę poużywać klawiatury. W końcu wiedzę trzeba wykorzystywać.

Duży nagłówek poniżej!
Byłam ostatnio w kinie. Parę razy. Do kina zazwyczaj chodzę, tak na oko, średnio w sumie, licząc: raz na 3 miesiące. Dla niektórych to bardzo rzadko, dla innych znów normalnie. Dla mnie zależy to po prostu od tego, jak bardzo dany film chcę zobaczyć. No i jakiego formatu jest to produkcja. Filmy przy których trzeba się skupić lepiej oglądać w zaciszu domowym. W tym miesiącu byłam w kinie aż 3 razy! Tak! Tak! Tak! W końcu premiery. Zawsze najwięcej ich przed końcem roku (ach, ta walka o Oscary). Dwa były nawet w moim ulubionym gatunku fantasty. Pewnie się nawet domyślacie. Oczywiście, że chodzi o Doktora Strange'a i Fantastyczne zwierzęta. Trzeci zaś, to Światła między oceanami. 

Doktor Strange
Mogłabym się rozwodzić drobnymi wadami tego filmu (na przykład nad tym, że Benedictowi zdarzało się Sherlockować), ale nie widzę sensu. Seans tego filmu był dla mnie jednym z najlepszych od lat. Trafili mi się super współoglądający, którzy nie szeleścili papierami, nie rzucali popcornem i nie wrzeszczeli w trakcie filmu. Dzięki temu mogłam się w stu procentach skupić na filmie, a było co oglądać! Jeśli ktoś jeszcze nie widział, to polecam, fantastyczne efekty specjalne (a przecież ja tak za nimi nie przepadam) i spora dawka humoru. Znajdzie się też odrobina mądrości z dalekiego wschodu.

Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć
Film fajny. Nawet bardzo. Powrót do ukochanego świata magii. Jacyś niemagowie i inne stworzenia. Ciekawie, jednak bardzo familijnie. Brakuje mi trochę mroczniejszych klimatów, rodem z Harry'ego Pottera. Producenci, Rowling czy kto tam jeszcze zarządzający, postanowili zrobić pięć części, więc ręce nie opadają, tylko unoszą się w górę, pełne nadziei, na nieco bardziej klimatyczną kontynuację.

Światło między oceanami
Trochę żałuję, że obejrzałam w kinie. To jeden z tych filmów, przy których trzeba ciszy i skupienia. Jeden z tych filmów, które się chłonie. Cudowny Michael Fassbender (jeśli nie widzieliście jeszcze go na ekranie, to polecam, gość jest niesamowity!) i nieznana mi dotąd Alicia Vikander tworzą uroczy duet. Adam Arkapaw jest geniuszem i tworzy naprawdę niezwykłe zdjęcia do filmu.


Widzieliście któryś z tych filmów? Jakieś przemyślenia?
I najważniejsze: czytać Światło między oceanami, czy nie? :)

3 komentarze:

  1. Ja niestety bardzo rzadko odwiedzam kino - muszę daleko jechać :( Nie wiem czy obejrzę te filmy - może kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie oglądałam żadnego z tych filmów, ale chcę obejrzeć Światło między oceanami. Tylko chyba poczekam aż film wyjdzie na DVD, bo też sądzę, że to produkcja, do której potrzeba skupienia, no i jeszcze nie czytałam książki, a chyba wolałabym najpierw poznać pierwowzór. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. chcialabym oebjrzec swiatlo miedzy oceanami :) moze pojde do kina ooooo ale skoro mowisz ze nie to moze jednak poczekam na dvd? :D

    OdpowiedzUsuń