wtorek, 10 czerwca 2014

19 razy Katherine - John Green


Szuflady. Szufladki. Szufladkowanie. Ludzie dzielą się na kategorie. Są nim zawsze poddawani. Jednak według mnie każda osoba to coś więcej niż kategoria. Może dlatego, że ja myślę bardziej prawą półkulą mózgu. Czego nie można powiedzieć o Colinie. On to typowy logiczny umysł. Kiedyś był cudownym dzieckiem i teraz pragnie zostać geniuszem. Poza tym bardzo chciałby w końcu być przestać rzucany przez dziewczyny o imieniu Katherine, bo tylko na takie zwraca uwagę. Tuż po kolejnym zerwaniu (które niesamowicie go zdruzgotało), postanawia (właściwie bardziej zostaje zmuszony, niż tego chce) wyruszyć w podróż samochodem, wraz z swym najlepszym (i jedynym) przyjacielem Hassanem. Na ich drodze staje jedno z tych miast o przydomku "wiocha zabita dechami", które tak naprawdę nazywa się Gutshot. 

Bardzo dziwne, w jakiej kolejności są wydawane u nas powieści Greena. Chronologicznie od tyłu pomieszanie. Whaever. Dla mnie to dopiero drugie spotkanie z twórczością sławnego geniusza (czy dla mnie jest geniuszem? O tym później). Oczywiście, wiadomo: Gwiazd naszych wina, to ogromny sukces literacki i doczekał się nawet ekranizacji (RECENZJA), która mnie w sobie absolutnie rozkochała jeszcze przed seansem. Toteż, stwierdziłam że zrobię sobie taki ZIELONY DZIEŃ (dla osób, które nie znają angielskiego, lub nie załapały: zielony to po angielsku green).  Tak, więc tuż po wyjściu z kina zahaczając o księgarnię dobyłam własnego egzemplarza (a nawet dwóch, na dniach rozpocznie się konkurs) "najnowszej", czyli po prostu nowo wydanej w Polsce powieści tegoż autora.

Co mogę powiedzieć o tej książce? Dużo. O wiele za dużo, chciałabym powiedzieć, ale chyba nikomu nie chciałoby się rozczytywać na tenże temat. 
Colin to ciekawa postać, do tej pory słodziłam innym książkom, że takie realne itp., ale trochę mi się teraz wydają takie z dupy powyjmowane. Ale z fantastyką tak już chyba jest. Z początku główny bohater kojarzył mi się z Augustusem. Oboje chcieli czegoś dokonać, ale na tym podobieństwo zdaje się kończyć. Colin czasami zyskiwał moją wielką sympatię, a czasami mnie po prostu wkurzał. Kompleks "cudownego dziecka" zdawał się mu towarzyszyć na każdym kroku. Niby chłopak miał niezwykle wysokie IQ, ale zdawał się nie rozumieć najprostszych rzeczy, co dla mnie było co najmniej dziwne. Określenie przypisane mu przez Lindsey czyli "mądrala" rzeczywiście bardzo do niego pasuje.
Hassan, najlepszy (i jedyny) przyjaciel Colina. Człowiek, który lubi gadać o religii, a jednak nie za bardzo się do jej nauk stosuje. Ma bardzo duże poczucie humoru i namiętnie ogląda Sędzię Judy. Słowem, świetny materiał na kumpla.

W książce bardzo podobały mi się przypisy (i anagramy!). Bo nie były to jakiejś zwyczajowe przypisy pochodzące od tłumacza, a od autora. Pojawiają się minimum raz na pięć stron i zawierają to, co normalnie umieścilibyśmy w tekście. Jednak nasz drogi John postanowił potraktować sprawę nieco inaczej. Jak dla mnie to świetna sprawa, bo to przypis pisarza specjalnie dla nas. 
"19 razy Katerine" ma około trzystu stron i czyta się je w zastraszającym tempie. John Green po raz kolejny totalnie mnie zauroczył. Było trochę schematów, ale w swoistym dla niego stylu. Przy jednej z nich śmiałam się naprawdę długo i głośno! Nie ma co porównywać jej do GWN, bo opowiada o zupełnie innej sytuacji, o innych ludziach. Jest to opowieść o zagubieniu, o dojrzewaniu do pewnych decyzji, o odkrywaniu. Lekka, życiowa i pomysłowa. Polecam wszystkim Nerdfighterom, fanom Johna i nie tylko!

Ogólna ocena: 9/10


19 komentarzy:

  1. Ja tam czuję się przekonana do tej książki i zarazem jestem jej bardzo ciekawa! Też sobie kiedyś zrobię Zielony dzień ;D Podoba mi się ten pomysł.

    OdpowiedzUsuń
  2. Może kiedyś przeczytam, chociaż Szukając Alaski aż tak mnie nie zachwyciło.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi jakoś twórczość Greena nie podchodzi, jakoś język mi nie pasuje i nie mogę czytać.

    OdpowiedzUsuń
  4. "Gwiazd naszych wina" okazała się dobrą książką, ale nie wywarła na mnie tak ogromnego wrażenia jak na wielu innych czytelnikach. Już bardziej podobała mi się inna powieść Greena, czyli "Szukając Alaski". Mam ochotę na "Papierowe miasta" oraz właśnie "19 razy Katherine".

    OdpowiedzUsuń
  5. Tę książkę i "Szukając Alaski" mam w planach wakacyjnych, bo Green pisze niesamowicie i jak dla mnie mógłby opisać nawet instrukcję obsługi drukarki, a i tak świetnie by się to czytało. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak na razie przeczyta,łam tylko GNW i Szukając Alaski. na 19-nastkę czekam w bibliotece ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam w planach posiadanie w wszystkich książek Greena, ta jeszcze przede mną i straaaasznie mnie intryguje :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Muszę w końcu zabrać się za książki tego autora ; )

    OdpowiedzUsuń
  9. Na gwałt szukać tej książki nie będę, lecz jak na nią natrafię to z pewnością się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Wczoraj dostałam książkę i zostało mi jakieś 30 stron do końca! Nie mogę się doczekać, aż sama umieszczę recenzję tej powieści u siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Muszę w końcu przeczytać jakąś książkę tego autora, bo czuję, że mnie coś omija ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo ciekawa opinia o książce :) Chętnie sięgne:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Zakochałam się w jego książkach, choć znam tylko "Gwiazd naszych wina". Mam ochotę na tę nową i może w piątek powędruję po nią do biblioteki :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zapowiada się ciekawie, muszę zapoznać się z twórczością tego autora ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Chociaż nie jestem już nastolatką, to do książek Greena nadal mnie ciągnie. Po twojej recenzji jeszcze bardziej! Zdecydowanie muszę przeczytać "19 razy Katherine".

    OdpowiedzUsuń
  16. Mimo,że po GWN obiecałam sobie śięgnąć po jakąś jego książkę (bo ta powieść miała WSZELKIE zadatki aby moją ulubioną być, tak się nie stało...) i ta recenzja naprawdę mnie przekonuje wciąż mam wątpliwości...

    OdpowiedzUsuń